Menu

Bliżej Rzymu niż Bizancjum

O tym co się dzieje ponad naszymi głowami

Nie tylko Racławice, czyli co warto wiedzieć o zmaganiach polsko-moskiewskich

jakubpisze

            Uważam, że ostatnimi laty w Polsce panują nastroje wybitnie antyrosyjskie. W ramach pokrzepienia serc doszukujemy się w historii kontaktów polsko-rosyjskich, czy też polsko-moskiewskich jak kto woli, naszych przewag nad wschodnim sąsiadem. Jako polski patriota i nacjonalista muszę z całą odpowiedzialnością stwierdzić z nieukrywanym smutkiem, że Polska wojnę z państwem moskiewskim o dominację w tej części Europy przegrała z kretesem. Wielkie Księstwo Moskiewskie podniesione do rangi carstwa w 1547 roku przez Iwana Groźnego (którego nasi przodkowe nazywali Iwanem Tchórzliwym)  stało się w XVIII wieku potęgą i dominując tym samym na pomoście bałtycko-czarnomorskim zepchnęło silną kiedyś Rzeczpospolitą do defensywy. A zepchnięta do defensywy i niebędąca w stanie utrzymać dawnej podmiotowości Rzeczpospolita Obojga Narodów została rozebrana przez silniejszych sąsiadów.

 

            Jednakże chciałem skupić się na innym zagadnieniu. Mianowicie w celu pokrzepienia serc zwykliśmy doszukiwać się w historii naszych zwycięstw nad Moskalem, co niewątpliwie służy nam do budowania poczucia dumy narodowej. Smutnym jednakże jest to, że znajomość owych zwycięstw w świadomości społecznej jest bardzo słaba. Oczywiście każdy obywatel naszego pięknego kraju zapytany choćby o największe zwycięstwa polskiego oręża nad tak nielubianym Moskwicinem wymienia: Racławice i Cud nad Wisłą. Nie odbierając nic Cudowi nad Wisłą oraz nie atakując dokonań Naczelnika Kościuszki (którego uważam za postać kontrowersyjną), pamiętajmy zarazem, że Racławice nie były żadnym druzgocącym zwycięstwem militarnym i nie miały dużego znaczenia. Nota bene pamiętam zdaną mi z pierwszej ręki relację w 2010 roku, iż na wykładzie dla grubo ponad setki studentów I roku na jednej ze szkół wyższych w Trójmieście, wykładowca zapytał od niechcenia, kto dowodził bitwą pod Racławicami po polskiej stronie. Zaległa grobowa cisza, po czym jedna studentka zebrała się na odwagę i krzyknęła: Anders !!!....  

Cóż, komentując wspomniane wydarzenie stosownym milczeniem, należy stwierdzić, że nie pamiętamy wiele o przewagach rodzimego oręża nad Moskwą, a wcale już nie pamiętamy o naprawdę licznych zwycięstwach nad naszym wschodnim adwersarzem.

            Na samym początku powinno się wspomnieć o wielkiej wiktorii pod Orszą (położonej nad Dnieprem w obecnej Białorusi) w 1514 roku. Pod wodzą księcia Konstantego Ostrogskiego wojska polsko-litewskie pobiły na głowę moskiewską armię Iwana Czeladina. Abstrahując od oceny stosunku sił walczących stron (od 30 tys. do 70 tys. wojsk moskiewskich wg źródeł polskich, do 12 tys. sił po obu stronach wg. ustaleń rosyjskich) było to pierwsze zwycięstwo w polu wojsk Rzeczpospolitej nad Wielkim Księstwem Moskiewskim. Czy zginęło tam 5 tys. czy 10 tys. Moskcwicinów nie jest istotne. Istotniejszym jest fakt, że od tego roku praktycznie do początków XVIII wieku Moskale nie byli w stanie mierzyć się z Polakami w otwartym polu (poza dosłownie kilkoma wyjątkami jak choćby klęska pod Szepielewiczami w 1654 r.). Dopiero reformy cara Piotra I, najwybitniejszego bodajże rosyjskiego męża stanu, stworzyły z armii rosyjskiej wyśmienitą machinę wojenną, z którą przestarzałe wojsko Rzeczpospolitej nie mogło się równać. Na marginesie gorąco zachęcam wszystkich do zapoznania się z obrazem upamiętniającym wiktorię orszańską który jest obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie (niestety autor owego arcydzieła jest nieznany). A zachęcam tym goręcej, gdyż jest to jeden z pierwszych obrazów europejskich  po Antyku,  przedstawiający mającą faktycznie miejsce bitwę z dość wiernie odwzorowaną topografią terenu. Bodajże pierwszym malowidłem ukazującym rozegraną bitwę w Europie jest Bitwa pod San Romano pędzla Paola Uccella (dzieło powstało w latach 1438-1440). Z mojego subiektywnego punktu widzenia stwierdzam jednak, że "nasza" Bitwa pod Orszą jest lepsza i cechuje się większymi walorami artystycznymi ...

            A wracając do zapomnianych już zwycięstw nad Moskalem ... wszak było ich więcej. Najjaśniejszy w naszej historii jest Kłuszyn w 1610 roku, gdzie niecałe 4 tys. polskiej jazdy rozbiło w puch 35 tys. armię szwedzko-moskiewską i otworzyło wojskom koronnym drogę do Moskwy. Jeden z naszych największych wodzów Stanisław Żółkiewski zniszczył siły nieprzyjaciela, a przepiękne w swej sile i mądrości słowa wypowiedziane przez hetmana przed samą bitwą dźwięczą jak cymbał grzmiący w mej głowie: Necessitas in loco, spes in virtute, salus in victoria.

            Wyliczając kolejne wielkie wiktorie nad Moskalem, zapominamy często o tych mniejszych jak: zwycięstwa rotmistrza koronnego Jana Boratyńskiego nad Bobrem w 1514 i Połockiem w 1518; zapomniane zwycięstwo rotmistrza Stanisława Leśniowolskiego pod Newlem w 1562 roku, gdzie na czele swojego oddziału (2300 ludzi) pobił na głowę prawie 10-krotnie liczniejsze siły moskiewskie; pogrom Moskwicinów pod Ułą w 1564 roku z ręki hetmana litewskiego Mikołaja Radziwiłła Rudego; zwycięstwo połączonych sił polsko-szwedzkich pod Kiesią w 1578 roku, gdzie dowodzący Andrzej Sapieha zdobył ponad 40 dział oraz zabił i wziął do niewoli prawie 6 tys. nieprzyjaciela; zwycięstwo pod Toropą w 1580 roku pod wodzą księcia Janusza Zbaraskiego, nie wspominając już o 1400 km rajdzie kawaleryjskim w 1581 roku prowadzonym przez Krzysztofa Radziwiłla "Pioruna" (Witebsk-Rżew-Psków). Skupiam się tu tylko na zwycięstwach odniesionych w polu, pomijając kilka udanych oblężeń przeprowadzonych przez polsko-litewskie siły zbrojne.

            W 1633-34 Rzeczpospolita jeszcze raz pokonała zmodernizowaną na wzór zachodni moskiewską ramię pod Smoleńskiem, dzięki geniuszowi militarnemu króla Władysława IV Wazy, który osobiście dowodził odsieczą dla oblężonego polskiego Smoleńska. 

            Niestety następne lata to jeden z najciemniejszych okresów naszej historii. Rzeczpospolita Obojga Narodów atakowana przez sąsiadów ze wszystkich stron znajduje w sobie jeszcze na tyle siły, aby pobita i skrwawiona przetrwać, dając odpór wszystkim napastnikom. W 1654 roku Wielkie Księstwo Moskiewskie atakuje ziemię Litwy wykorzystując zaangażowanie sił koronnych w ciężkich walkach na Ukrainie ze zbuntowaną Kozaczyzną. Janusz Radziwiłł (mający tak złą prasę w polskiej świadomości poprzez Potop Sienkiewicza) mimo szczupłości swych sił odnosi zwycięstwo w krwawej bitwie z jedną z armii moskiewskich pod Szkłowem. Ulega jednak potem nieprzyjacielowi pod Szepielewiczami, z powodu szczupłości własnych sił (5-6 tys. żołnierza wobec 25 tys. żołnierza nieprzyjaciela). Nadchodzi jednak szczęśliwy 1660 rok, kiedy zakończono wojnę ze Szwedami a Rzeczpospolita może skupić się na wojnie z Moskalem. Na Ukrainie hetmani Jerzy Lubomirski i Stanisław "Rewera" Potocki pokonali posiłkujących Moskwę Kozaków i pobili armię wojewody kijowskiego Wasyla Szeremietiewa pod Cudnowem. Na skutek dobrze przeprowadzonej kampanii zmusili go do ostatecznej kapitulacji, niszcząc ostatecznie jego zgrupowanie liczące ok. 17 tys. ludzi. Z kolei na Litwie Stefan Czarnecki pokonał armię moskiewska pod Połonką, która tracąc ok. 5 tys. ludzi została ostatecznie zmuszona do wycofania się z Litwy.

 

            Jeżeli już chcemy podkreślać nasze przewagi nad Moskalem to warto abyśmy faktycznie wiedzieli jakie one były. Albowiem wiedza historyczna jest u nas bardzo słaba, a Rosjanie lubują w pisaniu często ex nihilo własnej heroicznej historii. Oczywiście ciężko tu mieć do nich pretensje, gdyż odpowiednio zredagowana historia rodzima jest bardzo użyteczna we własnej wewnętrznej narracji narodowej. Zachęcam do obejrzenia w internecie programu "Bronisław Wildsteina przedstawia" (opublikowanego 11 października 2013), gdzie zaproszony tam rosyjski korespondent Pan Władimir Kirianow, w dość obcesowy sposób zaczął udowadniać, iż jeśli można mówić o polskiej kulturze to jest ona dobrodziejstwem rosyjskiego zaboru. Pomijając wulgarność intelektualną takiego stwierdzenia i przytaczając choćby wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka, iż w polskim zaborze w XVIII wieku więcej ludzi potrafiło czytać i pisać niż w całym imperium rosyjskim, należy przede wszystkim pamiętać o poszerzaniu swojej wiedzy, zwłaszcza na temat własnych dziejów rodzimych. Wiele osób posiadających sympatie wybitnie prawicowe, przekładające się na rusofobię, nie zna tak naprawdę silnych i słabych stron polskiej historii i stosunków polsko-rosyjskich. Powyższy tekst niech będzie wskazówką, gdzie szukać tych stron silnych.    

 

 Autor_nieznany_malarz_z_krgu_Lukasa_Cranacha_Starszego_Bitwa_pod_Orsz

Bitwa pod Orszą  - obraz ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie

 

© Bliżej Rzymu niż Bizancjum
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci